niedziela, 7 września 2014

Rozdział 8

-Banshee, to w mitologi Irlandzkiej zjawa przynosząca śmierć- cała nasza trójka usiadła przy stole, gdzie Lydia poczęstowała nas ciastkami. Nawiasem mówiąc, były ze sklepu, ale liczą się intencje.
-Jesteś zjawą? Duchem?- spytałam zaciekawiona.
-Ja... obudził mnie pocałunek cienia- zaskoczyło mnie to wyznanie. Nie poznałam innych ludzi noszących pocałunek cienia.- Ale nie zwykły. Umarłam i zmartwychwstałam. Teraz jestem Banshee. Pośredniczką między żywymi a martwymi. Zwiastuje śmierć krzycząc.
-Ktoś cię przemienił?
-Nie wiem... - odwróciła wzrok. Widocznie nie chciała o tym rozmawiać.
-Znasz Dymitra Belikova?- zmieniłam temat.
-Nie. To wasz przyjaciel?
-Strażnik- poprawił Christian.- Słuchaj, szukamy księżniczki Wasilisy Dragomir.
-Wiem- odparła szybko.- Była tu. Kazała ci to przekazać, Rose- z jakiegoś koszyka wyciągnęła kopertę i podała mi ją.
-Znasz Lisse?- zapytałam. Byłam w szoku.
-Tak. Jednak, Rose. Ona przyszła tu jako zjawa. Boję się, że...- specjalnie nie dokończyła. Bała się, że Lissa nie żyje. W pewnym sensie tak jest. Stała się strzygą.
  Schowałam kopertę do kieszeni. Lydia patrzyła na mnie współczująco. Była dla mnie zagadką. Nie wiedziałam co wie, kogo zna ani czy jest mordercą, ale wiedziałam, że to rodzina Christiana. Mimo, że ród Ozerów cieszył się sławą, była to rodzina królewska posłana na straty. Nikogo nie obchodziła. A tylko ta rodzina tak naprawdę jest warta tronu i zaufania. Ozerowie, to nazwisko godne zwycięscy.
- Lydia... wiesz gdzie jest obecnie Lissa?
-Tak... ale radzę wam nie ruszać za nią w pogoń. Rzucacie się na nieznane wody- nie słyszałam takiego powiedzenia, ale nie podobała mi się ta srogość w jej głosie. Ostrzegała mnie. Tak jak to zrobiła Dragomirówna. Christian patrzył na mnie spokojnie.
-Czy wiesz, że jesteś do niej podobna? - rzucił z innej beczki.
-Wielu ludziom przypominam wiele osób- wstałam od stołu i przeszłam do salonu. Pokój był mały i przytulny. Pod oknem stała kanapa, a na przeciw stary jak świat telewizor.
-Czuj się jak u siebie- koło mnie stanęła Lydia i razem patrzyłyśmy się na szare firanki zasłaniające okno - Ma rację- kiwnęła głową na Christiana- Jesteś do niej podobna.
-Do kogo?
-Lissy.
-Dobrze ją znałaś?
-Nie za bardzo. Pamiętam tylko, że jak byłam w  szpitalu, ona się zjawiła. Wmawiała lekarzom, że nic mi nie jest. Było. Umarłam, ale się obudziłam. Blondynka zniknęła. Potem jej już nigdy nie widziałam. Dzisiaj był pierwszy raz od trzech lat.- słuchałam relacji z zapartym tchem. To niemożliwe. To nie możliwe, że prawdopodobnie Lissa ożywiła Lydie.
    Odepchnęłam tą myśl od siebie. Gdyby  wskrzesiła kuzynkę Christiana powiedziałaby mi. Liss nie okłamałaby mnie. Nie po tym co przeszłyśmy.
-Chyba muszę się położyć- szepnęłam do Lydi. Ta przytaknęła, ale się nie ruszyła z miejsca.- Do tego potrzebuję łóżka, nie znam tego domu- poirytowana wytłumaczyłam.
-Och... jasne. Zaraz będę- wyszła po krętych schodach na piętro.
-Lydia jest dziwaczką- skomentował Christian.
-Dziewczyna, która widzi duchy i mieszka sama w domu na pustkowiu, ma prawo być dziwna- usiadłam na kanapie i otworzyłam okno.
    Na dworze nie było żywej duszy.
-Myślisz, że nas gonią?
-Christian, mój trener z jakiegoś powodu spuścił mi łomot, a ja uciekłam z kolesiem, który jest uważany za morderce. Na dodatek w tym samym czasie zobaczyłam ducha.... więc tak. Nadal nas gonią- zdenerwowana nawet nie wiedziałam,  że ktoś wszedł do domu.
-Tak- usłyszałam z korytarza głos Lydi.
-Widziałaś może tą dziewczynę? Uciekła z nim- zamarłam. W domu byli strażnicy. Mogłam sobie wyobrazić, że teraz pokazują nasze zdjęcia, a Lydia nie wie co zrobić.
-Nie. Znaczy słyszałam. W telewizji było pokazane jak okradają sklep- gorszego kłamstwa w życiu nie słyszałam. Nie uwierzą jej. Choćby dlatego, że dom wygląda jakby nie widział prądu od stu lat.
-Możemy przeszukać dół? - Dymitr. Co on do cholery robi?
-Nie! Myślicie, że dam wam wejść do mojego prywatnego... pomieszczenia?
-Nie ma pani wyjścia.
-Zawsze jest wyjście- i wtedy to usłyszałam. Krzyk. Lydia wydzierała się na cały stan Montana jak wariatka.
    Wyślizgnęłam się przez okno najszybciej jak umiałam. Znowu. Boże, jak ja tego nie lubiłam.
-Ona to potrafi prowadzić konwersację- szepnęłam do siebie.
   Byłam tylko ciekawa. Czy w tym momencie jej krzyk oznaczał śmierć?
 
TAK. Jest rozdział. Trochę krótki, bo chciałam dodać jak najszybciej. 
Więc czytajcie i... tak.

wtorek, 2 września 2014

Rozdział 7

Jak się obudziłam wyglądałam gorzej niż zombie. A w głowie dudniły mi słowa Adriana, Lissy i Dymitra. Zwlokłam swoje zwłoki z łóżka i poszłam na trening. Dzisiaj miałam zobaczyć Lily.
    Na korytarzu roiło się od uczniów. Obijałam się o kruche morojki i omijałam obelgi skierowane w moją stronę.
-Hej. Rose!- usłyszałam wołanie Masona. Co on robi? Przecież jeszcze wczoraj mnie wyzywał.
-Rose, jasne. Zostaw mnie w spokoju!- obejrzałam się za siebie. Nikogo nie było. Oprócz gapiów i Jesse'go, który rozbierał mnie wzrokiem. Mason znikną, a jego głos dźwięczał mi w uszach.
-Wariatka- skwitował jakiś dampir. Olałam go. Musiałam się skupić. W końcu idę na lekcję z Dymitrem.
    Na sali Belikov rozkładał materace.
-Gdzie Lily?
-Nie przyjdzie, a i zaklęcie jest pod drzwiami twojego pokoju- pomijając to, że właśnie teraz leży prawie na środku korytarza i ktoś może sobie to zabrać czy coś, cieszyłam się. Prawdopodobnie już po treningu będę miała zaklęcie w ręce.
-Dzi...- zastygłam w bezruchu. Za plecami Dymitra zobaczyłam moją przyjaciółkę. Otworzyłam szeroko oczy- Lissa?
-Rose? Twoja więź z księżniczką nadal istnieje?- zaniepokoił się mentor. Tak. Istniała, ale czy zobaczę świat oczami Dragomir zależało już tylko od niej samej. Teraz ona przejęła kontrolę.
-Lissa. Ty tu jesteś naprawdę? Jesteś?- Pokręciła głową. Nie było jej w sali. Nie było jej ze mną.
-Hathaway- Dymitr zwrócił na siebie moją uwagę- Co się dzieje?
-Widzę ją- Wiem, że ją widzę i wiem, że nie oszalałam. Nie było jej ciałem, ale była tu duchem. Czy ja właśnie przyznałam, że widzę duchy? - zawołaj Christiana, albo nie to zły pomysł. Najgorszy pomysł na świecie- zaśmiałam się. Co mi przyszło do głowy?
-Rose, czy ty coś brałaś?- Dymitr nie owijał w bawełnę.
-Towarzyszu zapewniam cię, że jestem jak najbardziej trzeźwa.
-Wątpię i naprawdę przepraszam, ale robię to dla twojego dobra- nie wiedziałam o co mu chodzi. Obejrzałam się. Lissy już nie było, ale zostawiła ślad. "SOS" wyróżniało się na chorobliwie białej ścianie. Napis był z czerwony. Krew.
    Zanim się zorientowałam, ktoś uderzył mnie w czoło. Upadłam na materac i szybko się podniosłam. Moim przeciwnikiem był Dymitr.
-Co do diabła?- wykrzyknęłam zaskoczona. Mentor spojrzał na mnie z bólem w oczach i znowu zaatakował. Tym razem zrobiłam unik, ale zamiast stanąć do walki... skierowałam się do wyjścia. Uciekałam. Co za upokorzenie.
   Wbiegłam do dormitorium i zaczęłam się rozglądać.
-Christian!- złapałam go za rękaw koszulki- Szybko- pociągnęłam go w stronę pokoi. Musiało to wyglądać dziwnie. Chłopak wyczytał z mojego spojrzenia, że to ważne, więc nawet nie protestował. Biegłam ile sił w nogach. Złapałam kartkę sprzed drzwi i skierowaliśmy się do wyjścia ewakuacyjnego.
-Rose, ja nie wiem...
-Chodzi o Lissę!
-W takim razie... nie tędy- sam otworzył okno i skoczył.- Tędy- wskazał las. Przerzuciłam nogi przez parapet.
-Rose! Nie rób tego!- głos Dymitra mnie zatrzymał. Obejrzałam się. Biegł do mnie i już by mnie miał gdybym nie spadła. Leciałam wprost na wyciągnięte ramiona Christiana.
-Zapomnijmy- sprostowałam. Skiną głową i przebiegliśmy trawnik. Pewnie już cała straż nas goniła. Łatwiej by było gdybyśmy po prostu nie zwracali na siebie uwagi i szli jak normalni ludzie.
-Brama- wycedził Ozera. Szlag. Brama. Koniec bezpieczeństwa na terenie akademii. Chcieliśmy wejść na dzikie pustkowia jakie nam oferowała Montana.
-Urok.
-Nie potrafię! Nie jestem wróżką!
-Och. Po prostu spróbuj! A ja ich załatwię od tyłu.
-Dobrze- podreptał do strażników i przemówił spokojnym tonem. Ledwo co mu wychodziło, ale skorzystałam z ich nieuwagi i kopnęłam z całej siły jednego strażnika w plecy.
-Teraz- szepnęłam. Christian zrównał się ze mną i razem opuściliśmy mury akademii.
-Zdajesz sobie sprawę, że po raz drugi uciekłaś ze szkoły?
-Niestety.
-Słuchaj. Wiem gdzie możemy się zatrzymać. Prosić o pomoc.
-Czy my wyglądamy na ludzi, którzy potrzebują pomocy?- to pytanie było do kitu, zważywszy na to, że ja widziałam duchy, a Christiana rodzice zamienili się w strzygi i był sierotą.
-Zaufaj mi- Ozera przyśpieszył. Postanowiłam mu zaufać. On mi zaufał. Szliśmy dwie godziny ciągle oglądając się za siebie.
-To tu- staliśmy przed drewnianym, dużym domem. Christian zapukał.
    W drzwiach stanęła dziewczyna o zielonych oczach. Miodowe włosy miała spięte w koka. Jednym słowem była prześliczna. Jednak coś w wyglądzie nieznajomej przypominało mi Lily.
-Rose, poznaj Lydie. Moją kuzynkę- zaskoczyło mnie to. Od razu poczułam, że Lydia nie jest wampirem ale też nie człowiekiem. Może to było nieuprzejme. Lecz po prostu zapytałam:
-Kim jesteś?- uśmiechnęła się, a jej białe zęby, aż raziły.
-Banshee.



Okay. Znowu nowa postać, która w przeciwieństwie do Lily będzie baaaaaardzo często. Jak na tą godzinę to już raczej nie kontaktuję itp. więc jak to mam w zwyczaju... przepraszam za te cholerne przecinki. Proszę nie zabijajcie mnie za to. Obiecuję poprawę! :D

wtorek, 26 sierpnia 2014

Rozdział 6

W kaplicy było duszno i gorąco- nie miało, to związku z towarzystwem.
-Zaciągnąłeś mnie tu tylko po, to by móc obserwować mnie w samotności?
-Nie, Rose. Chciałem, ci to dać- Ozera wcisnął mi do rąk książkę.- Nie można jej wynosić z kaplicy.
-Ale... to ta sama co...
-Tak.Ale dla ciebie nie mam po co ryzykować, że dostanę szlaban. Poza tym tutaj jest więcej informacji.
-Informacji? O czym? Christian, czy ty wiesz coś na temat... Lissy?- oczywiście, że wie. To on jej pomógł w odnalezieniu mocy.
-Lissa jest aniołem. To święty Władimir miał na myśli mówiąc, że w jego żyłach płynęła czysta krew.
-A nie błękitna?- musiałam się kłócić o szczegóły- Czy w ogóle musimy rozmawiać o krwi? Zważywszy na to, że jesteś wampirem jesteś w tych tematach bardziej obeznany.
-Krew jest bardzo ważna w świecie moroji- dzięki za wysłuchanie- Świadczy o statusie. Królowa Tatiana jest z rodu Ivaszkowów. A ich krew jest czysta, czyli nieskazitelna.
-Wiem, co to znaczy- tłumaczenie Christiana mi o czymś przypomniało.- Znasz Adriana Ivaszkowa?
-Nie. Słyszałem o nim różne plotki, ale osobiście go nie poznałem.
-Jakie plotki?- z zaciekawieniem przybliżyłam się do Ozery, jakbym nie chciała, żeby ktoś usłyszał.
-Rose, nie przyszedłem tu, żeby porozmawiać o naburmuszonym Adrianie.
-Nie rozumiesz. On mnie nawiedził we śnie!- ups. Niech nie zadaje pytań. Niech uzna mnie za wariatkę. Jego pozycja towarzyska mówi, że nikt nigdy, by go nie posłuchał jakby rozpowiedział, że Rose Hathaway ma sny o Iwaszkowie w roli głównej i myśli, że to prawda- Nieważne.
-Po prostu przeczytaj tą książkę- wydaje się, że nie słyszał mojego wyznania. Popatrzył się na mnie i od razu spuścił wzrok.
-Przykro mi, Christian- pokiwał głową. Wiedział o co mi chodzi.
-Mnie również jest przykro- każdy, kto znał Lisse przeżywa żałobę. Jednak nie każdy wie, że to z mojej winy mają łzy w oczach jak przypominają sobie morojke.
    Ozera podciągną nosem i szybko opuścił kaplice. Mogłam mu powiedzieć, że Lissa nie utraciła cząstki siebie. Jednak bałam się, że zrobię mu nadzieje.
Otworzyłam książkę. 
Władimir mówił o efektach ubocznych używania mocy. Jednak nic nie wspomniał o Aniołach. Co to ma znaczyć? Może nie wiedział, że jest aniołem lub nim nie był. Czy Lily miała coś z tym wspólnego? Czy ona miała w sobie czystą albo błękitną krew?
-Od razu szarą, Rose- powiedziałam do siebie. Westchnęłam. Byłam zmęczona. Męczyły mnie te wszystkie tajemnice. 
   Spojrzałam na zegarek. Było w pół do dziesiątej. 
Zeszłam z poddasza. 
-Dymitr?- w ławce siedział mój mentor. Spojrzał na mnie zdziwiony. 
-Rose, co ty tu robisz?
-Ja...  czytałam- pokazałam mu książkę.
-O demonach? Czytasz o demonach w kaplicy?
-Nie. Czytam o Św. Władimirze. Interesuje mnie to. Bardzo- skłamałam w połowie. Po po prostu musiałam poszukać informacji.
-Widać- nie zrozumiałam go.
-Po czym?- uśmiechnął się.
-Rose. Czy ty masz na sobie bluzkę od piżamy?- zaczerwieniłam się. Gdy szłam na spotkanie z Christianem zupełnie zapomniałam o ubiorze. Dobrze, że przynajmniej założyłam jeansy.
-Co... to... tak- przynajmniej nie była różowa. Dymitr zaczął się śmiać. Ja też. Jednak trener szybko się opanował i zrobił poważną minę.Nagle wpadłam na wspaniały pomysł.
-Widziałeś Lily?
-Tak- odpowiedział. Tak jakby to pytanie było banalne i oczywiste. Popatrzyłam na niego pytająco.
-Gdzie? Pytam gdzie, bo mam prawo wiedzieć- od razu sprostowałam- Pobiła mnie, obraziła, zaczarowała i okradła do jasnej... ciasnej. Mogę uznać, że jest niebezpieczna.
-Rose. Wystarczyło tylko pytanie. Wiem co zrobiła, ale ty także nie byłaś jej dłużna.
-W jej wyglądzie nic się nie zmieniło, po za tym, że sprostowałam jej nos bo miała taki szpiczasty.
-Lily jest w szkole. Była wczoraj na treningu- jakim cudem mi umknęła?
-Na treningu?
-Nie mam zamiaru pisać ci oficjalnego listu, żebyś przyszła.
-Jutro będę. Ta suka pożałuje, że istnieje.
-Rose jesteśmy w kaplicy!
-A ja nie mam zamiaru tu kłamać. Dymitr. Naucz mnie walczyć. A nigdy już tak nie powiem... o osobie słabszej- zdenerwowana wyszłam na dwór. Belikov dogonił mnie i złapał za ramię. 
-Jest po ciszy nocnej- oznajmił. 
-Cóż. Więc możesz udawać, że mnie nie widziałeś. A ja za to powiem, że system bezpieczeństwa nie nawala. Idę szukać tej karteczki.
-Jakiej?
-Tej z zaklęciem.
-Lily mi je dała- otworzyłam buzię z zaskoczenia. Dała. Tak po prostu. 
-Trzeba było od razu! 
-Mam  ją w pokoju- zaczął iść w kierunku dormitorium- No chodź!- ocknęłam się i pobiegłam za nim. Przez przypadek wpadłam na...
-Mason?- Dymitr odwrócił się do nas.
-Rose, chciałem ci coś powiedzieć- spojrzał na Belikova- Ty i on. Po ciszy nocnej. Ze wszystkimi tak robisz? Nie zmieniłaś się. 
-Ooo... hej. Mason nie mam czasu na użeranie się z twoimi uczuciami. Nie wiem, o co ci chodzi- minęłam go.
-Tak. Na pewno. Lepiej idź do Jessie'go- usłyszałam tylko. Jesse. Oh. Zapomniałam o nim. Cóż, pewnie sobie poradził. Zwróciłam się do Dymitra.
-Dlaczego Lily dała ci to zaklęcie?
-Mówiła coś o duszy, że to ją oczyści- Belikov zmrużył oczy. A ja się zastanowiłam. Po pierwsze: Mój towarzysz był piękny jak myślał. A po drugie: Dlaczego rudzielec dał mu tą kartkę? 
-Dymitr- złapałam go za ramiona. Zaskoczony się nie odsuną- Proszę wyślij mi to do pokoju- mówiłam z zapałem- Muszę się z kimś spotkać- omal mu tego nie wykrzyczałam w twarz. Tym razem ją dorwę. Ruszyłam biegiem do mojej klitki.
-Rose, ale jest po ciszy nocnej!
-We śnie!- podekscytowana nie wiedziałam co mówię. Muszę zobaczyć Adriana, bo wiem, że on wie. On mi pomoże.
   Wpadłam do łóżka i zamknęłam oczy.
-Dalej Iwaszkow. Nie sknoć tego.

-Witaj- w końcu głos moroja mnie wyciągną z ciemności. Byliśmy w białym pokoju. Bez mebli i okien. Zero kreatywności.
-Słuchaj- przeszłam do rzeczy.- kim ona jest?
-Kto?
-Nie udawaj, że nie wiesz!
-Hathaway, domyśl się.
-Nie będę się bawić w głupie gierki!
-Rose. Lily jest upadłym aniołem- zatkało mnie, że powiedział to tak bezpośrednio.
-Co? Jak?
-Świat skrywa wiele tajemnic, na które jeszcze twój umysł nie jest gotowy.
-Adrian. Jesteś dziwakiem- nawet go nie znałam. Dlaczego więc zwróciłam się do Iwaszkowa po pomoc?
-Lissa jest w niebezpieczeństwie- odparłam cicho.
-Wasilisa Dragomir jest niebezpieczeństwem. Musisz jej dać odejść. Nie możesz zwalać winy na innych- widocznie wiedział, że chce przywrócić Liss do życia. Jednak jest nadzieja. Więc dlaczego nie powiedziałam wszystkiego Christianowi? Dlaczego ja mam cierpieć za... . No właśnie. Za kogo?
-Rose Hathaway. Pamiętaj, twoje życie jest na pierwszym miejscu. Musisz żyć. Tego chce Lissa.



Chciałam poprawić błędy... to jak na złość zaciął mi się blogger ;__;  
Miałam rozdział dodać wczoraj, ale musiałam kopiować z notatnika bla bla bla. 
   Już jest ta nieszczęsna notka.



niedziela, 17 sierpnia 2014

Rozdział 5

Pamiętam jak Lissa próbowała mnie namówić na randkę z Adamem. Jak obie uciekałyśmy przed strażnikami i jak obroniłam ją, gdy matka oskarżała Lisse o kradzież w siódmej klasie. Pamiętam również wypadek i śmierć, i jak pocieszałam Lisse, jak byłam przy niej. 
   Teraz powiedziałbym, że zawiodłam moją najlepszą przyjaciółkę. Nie obroniłam jej i żałuję, że nie było mnie w momencie gdy Lissa najbardziej tego potrzebowała.  
    Swoje uczucia postawiłam na pierwszym miejscu, co było podłe. 
    Oni są najważniejsi. 
Nie miałam prawa zostawiać Liss. Nie mogłam myślec tylko o sobie. 
    W to bagno wpakowałam rownież Dymitra. 
-Czyli sądzi pani, że to pani wina?- sprawa Belikova odbywała się w jednej z głównych kwater moroji, sto kilometrów od akademi. Stałam jako świadek przed sądem i opowiedziałam całą historię w skrócie. Oczywiście kładąc całą nieuwagę na siebie. Nie chciałam, żeby Dymitr miał kłopoty. 
-Tak. To ja zatrzymałam strażnika Belikova- od czasu zamieszania przed dormitorium, cały czas szukałam karteczki i Lily. Ta dwójka przepadła razem z Lissą. Ale również starałam się unikać wzroku Dymitra. Całowaliśmy się. Niby krótko, jednak zaklęcie, któro miało pomóc Lissie zniknęło zanim oprzytomniałam. 
-Oskarżony mówił co innego- sędzina była nieznośna.
-Oskarżony ma wyrzuty sumienia. Czy nie widzicie, że chce mi pomóc? Jest dobry i nigdy nie pozwoliłby sobie na chwilę nieuwagi - odwracałam kota ogonem. 
-A jednak pozwolił sobie i to z nowicjuszką - na sali rozległ się szmer. Czy ona mi coś zarzucała? 
-Przepraszam, ale nie mam pojęcia co pani sugeruje. 
-Myśle, że strażnik Belikov miał swoje powody i pani również, że zaniedbał swój  obowiązek- nie wiem do czego zmierzała, ale najwyraźniej dała za wygraną. Być może uwierzyła w moje zeznania. 
   Po krótkiej naradzie sąd skazał mnie na prace społeczne, a Dymitra uniewinniono. 
-Lissa to moja przyjaciółka i mogłam ją bardziej przypilnować- tłumaczyłam Belikovi gdy wracaliśmy do szkoły. 
- Lissa to moja podopieczna, Rose-stwierdził. Miał sobie zazłe, że to ja oberwałam. 
   Gdyby nie sytuacja bardzo bym się cieszyła, że spędzam czas z Dymitrem i to sam na sam. 
-Rose to co się zdarzyło... 
-Wiem- to było złe i bla bla bla. Kropka. 

-Rosemarie Hathaway- obudził mnie czyjś głos. Otworzyłam oczy i zatkało mnie. 
    Byłam w ogrodzie. Słońce grzało moje ciemne włosy, a czoło pokrył pot. 
-Pięknie tu, prawda?- jasność zalewała krzewy róż, zza drzew wyłoniła się postać chłopca. 
-Adrian Iwaszkov- przedstawił się. Oniemiałam. Iwaszkov. Ten z rodziny królewskiej- A ty jesteś dampirem, który dostał prace społeczne.
-Skąd to wiesz? 
-Mogłaś się rozerzeć po sali. Nie tylko  ty tam byłaś. Sama królowa wysłała strażników na przesłuchanie...
-Hej! Czy ty mi się patrzysz na biust?
-Rose Hathaway. Ostra jak kolec. 
-Co tu robisz?
-Śnię i ty też śnisz. Jestem wytworem twojej dzikiej wyobraźni- puścił do mnie oko. 
-Jak to zrobiłeś? Umiesz przenikać do umysłu?
-Tak. Oto moja tajemnica. Zgadłaś! 
-Dlaczego akurat ja, a nie na przykład królowa Tatiana?
-Bo to ty nosisz pocałunek cienia i byłaś blisko z Wasilisą Dragomir-przybrał oficjalny ton.
-Szpiegujesz mnie?
-Tak, ale tylko dla siebie. Nie wiedzą, że tu jestem- na język przyszło mi jedno, bardzo ważne pytanie. Kto nie wie? 
-Adrian. Znam cię tylko przez pięć minut, jednak stwierdzam, że jesteś kompletnym idiotą.
-Wolałbym określenie "romantyk".
-Ogród jest ładny, ale twoje teksty są ubogie. Gdybyś posiadał informacje na temat strzyg i Lily Ashton, dla której problemem jest wyjaśnienie sytuacji... 
-Znam Lily. Nie jest tym kim się wydaje-Adrian najwidoczniej nie miał już nic do powiedzenia.- Dobranoc - zdążył tylko powiedzieć, bo ja już odpłynęłam w ciemność.

   Następne trzy dni miałam całe zawalone. Tu trening, tam nauka. Nie miałam czasu nawet pomyśleć. Chciałam dowiedzieć się gdzie przebywa Lily i Lissa, ale poza Adrianem nikt o nich nie słyszał. Zresztą Iwaszkov też pewnie nie miał pojęcia co się dzieje. 
  Szkoła szybko otrząsnęła się po ataku strzyg. Podwoili osłony i sprowadzili więcej strażników.
-Nieźle co? Mamy jeszcze mniej swobody niż przedtem- kpił Mason. To prawda. Kirowa się bardzo przejęła i teraz  kontroluje każdy nasz ruch. To męczące.  
Do tego jeszcze pyrzyczepiła się Mia.
-Czujesz się głupio...
-Spadaj, Rinaldi!-wrzasnęłam.
-Jesteś nerwowa.
-Nie jestem nerwowa, po prostu cię nie lubię*- na szczęście dała mi odetchnąć i sobie poszła.

   Pewnego ranka na stołówce Christian Ozera podpalił jednego z uczniów. Dopiero wtedy się skapnęłam, że chłopak musi cierpieć. On też stracił Lisse. Może nie byli bardzo blisko, ale pierwszy raz się do kogoś odezwał i uśmiechnął, a teraz znowu zamkną się w sobie. Tym razem po stracie przyjaciółki.
    Chciałam z nim porozmawiać, może nie jest niebezpieczny, może po raz kolejny się myliłam. Jednak Ozera mnie wyprzedził.
- W kaplicy o dziewiątej, Hathaway. Chce ci coś pokazać. 

*cytat z Pamiętników Wampirów

czwartek, 31 lipca 2014

Rozdział 4

Pociągnęłam Dymitra do swojego pokoju. Słabo. Nasza pierwsza randka mogłaby wyglądać lepiej.
-Poczekaj- rozkazałam. Pierwszy raz mogłam się poczuć jak dorosła. Posadziłam mentora na łóżku.- zaraz przyjdę, pójdę po... 
-Posiłki- wychrypiał Dymitr tracąc wiarę w moje możliwości.
-Posiłki? Chcesz jeść w takiej sytuacji?- dopiero po chwili zorientowałam się o co mu chodzi.- och... te posiłki- uśmiechnęłam się przepraszająco. Porozglądałam się po pokoju i wyszłam w pośpiechu.  Błądziłam korytarzami, aż w końcu znalazłam wejście do dormitorium.Stanęłam jak wryta.  Pomieszczenie było wypełnione morojami, dampirami i Lily. Głupio, że tak ją odizolowałam, ale... cóż takie życie rowerzysty.
-Co jest?- spytałam głupio. Tak jakbym nie wiedziała, że do szkoły wdarły strzygi, a wszystkiemu winna jest ...
-Do szkoły wdarły strzygi, a wszystkiemu winna jesteś ty- Mia oskarżycielsko krzyknęła. Co za ironia losu.
-Nieważne- odparłam. Wcisnęłam się w głąb tłumu.- jakiś strażnik, o nie imieniu Dymitr, jest w tej sali?- wołałam.
-Rose Hathaway- Kirowa
-Melduję się.
-Poinformowano panią, że Wasilisa Dragomir została zamieniona w strzygę?- dzięki za przypomnienie.
-Tak.-Jeśli spotka pani strażnika Belikova, proszę mu przekazać, że stanie przed sądem.
-Dymitr jest ciężko ranny- zaoponowałam. Nie mogłam powiedzieć, że moja najlepsza przyjaciółka chciała go zabić. Musiałam szybko zniknąć i się rozpłakać. Już dłużej nie mogłam tego w sobie tłumić. Chciałam krzyczeć.- muszę poszukać Lisse.
-To niemożliwe- miałam jej powiedzieć, że Liss jest aniołem? To zmienia postać rzeczy. Można ją chyba uratować.-Ona... jest... dobrą przyjaciółką. Na pewno by chciała, żebym ją odszukała... i zabiła- Kirowa zrobiła minę jakby mi współczuła.
-Na pewno- i odeszła. Zdenerwowana chciałam odetchnąć świeżym powietrzem, przemyśleć.Życie jest do bani. Jesteśmy stworzeni do upadku. Powoli wpadam w depresję, ale nikt by się tym nie przeją. "To dlatego, że straciła koleżankę" mówiliby. Myślałam, że Lissa będzie królową, a ja jej strażniczką. Że Dymitr jednak coś do mnie poczuje, że Christian Ozera zostanie naszym przyjacielem, że Mia się od nas odczepi i Lily zostanie wydalona ze szkoły. Teraz wiem, że moje plany były do kitu. Źle myślałam. Popełniłam błąd, że tak myślałam
.-Rose- Ashton. Dopiero co chciałam, żeby wyleciała ze szkoły.  Lily złapała mnie za ramiona i spokojnym uspokajającym głosem powiedziała niezrozumiałe dla mnie słowa. Przed oczami zamigotały mi czarne plamki, a potem już była tylko ciemność.

-Księżniczka. Niezły wybór- nie wiadomo z jakiego powodu byłam w głowie Lissy. Czyli jednak nasza więź nadal istniała. A może to wina Lily? Może ona to zrobiła. - będą chcieli ją zabić, nie będą wiedzieli, że można ją ocalić.
-Jak?- z "moich" ust wydobyło się pytanie, na które Lissa bardzo chciała znać odpowiedź. Ona wiedziała, że jestem w jej umyśle. Chciała mi dać wskazówkę.
-Istnieje zaklęcie, które srebrny kołek musi wchłonąć. Potem trzeba przebić ci serce- nie widziałam kto do mnie mówi ale wiedziałam, że to była prawda.

-Roza- ten głos wyrwał mnie od Lissy.
-Musisz mnie nauczyć przeklinać po rosyjsku. Wtedy będę sobie szeptać pod nosem jakim idiotą jesteś, że do mnie się odezwałeś- Dymitr stał przede mną w zakrwawionym płaszczu- czy ty?
-Tak. Wyszedłem, żeby cie poszukać.
-Przepraszam. Miałam wizje. To znaczy więź. Istnieje sposób na to, by Lissa wróciła- nagle mnie olśniło. W pokoju  morojki była karteczka. Zaklęcie, któro może "ożywić" Dragomorówne. Ale... Ale coś mówiło mi żebym została z trenerem.  Przysunęłam się do Belikova. 
-O Jejciu Jejciu- wymsknęło mi się. Co ja właściwie robiłam? 
-Rose-Dymitr spią się. Byliśmy przed dormitorium i każdy mógł zobaczyć tą dziwną scenę. 
-Nie mam pojęcia o co mi chodzi- wydukałam. Wiedziałam, że o czymś zapomniałam. To było ważne. Ale nie mogłam oderwać się od myśli, że to Dymitr mnie bardziej potrzebuje. 
-Ja nie mam pojęcia o co mi chodzi- trener obją moją twarz-to jest złe, Rose.
-Wiem- tracąc zdrowy rozsądek przycisnęłam usta do jego ust. To jest złe, Dymitrze. To jest złe i chociaż jego wargi były jak magnes oderwałam się od niego tak szybko jak się zbliżyłam. 


niedziela, 27 lipca 2014

Rozdział 3

Po całym zamieszaniu z Lily i moim domysłem, że ktoś specjalnie tu ją sprowadził, poszłam do dormitorium. Mimo zasady danej mi przez Kirową "Zero towarzystwa" wzięłam sprawę w swoje ręce i olałam beznadziejne reguły panujące w moim życiu.
-Mason- złapałam chłopaka za koszulkę. Ten odwrócił się i uśmiechną.
-Rose. Miło cię znowu zobaczyć. Tym razem w ubraniu. Wiesz mi nie przeszkadzał sam długi t-shirt, ale są ludzie - tu z naciskiem na twojego mentora- którzy mogą nie docenić twoich kobiecych...- z miną mówiącą "chyba sobie żartujesz", przerwałam mu.
-Mentora?-zdaje się, że Mason wie wszystko.
-Słyszałem od Lily co się stało na treningu.
-A ty jej wierzysz?
-To akurat była prawda-trudno mi było zaprzeczyć. 
-Lily, nie wiedziałam, że można upaść tak nisko- Mason zdziwił się.- ona mnie pobiła, idioto!- BAAM. Nawet nie wiedziałam co mówię, byłam zła na tych wszystkich ludzi, którzy uważali Lily za świętą.
-Kłopoty w raju?- tak. Dobijcie mnie Mią.
-To nie raj, bo ty nadal tu stoisz!
-Ktoś tu ma zły dzień. Lily zalazła tobie za skórę. Dobrze ci tak! Jesteś dziw...- okej. Mia nie ukrywa swoich uczuć do mnie. Ale mogłaby się powstrzymać- miejsce publiczne i takie tam.
-Gdzie Lissa?- spytałam Masona ignorując Rinaldi.
-Chyba w swoim pokoju.
-Nie podziękuje. Jesteś dupkiem- odwróciłam się napięcie. Czułam, że coś jest nie w porządku. Najpierw Lily potem Mia. Tak jakby chciały odwrócić moją uwagę.
-Lissa?- otworzyłam drzwi z wielkim hukiem i zamarłam. Obok mojej przyjaciółki siedział Christian Ozera.
-Rose! Patrz co czytamy!- zerknęłam na książkę. Anioły, demony i inne głupoty.- nie wiedziałyśmy jaką mam moc, prawda? Christian dał mi tą księgę. Prawdopodobnie, to moc ducha.
-Moc ducha? Masz w sobie ducha?- nie wierzyłam, że coś takiego jest. Szczerze?  to myślę, że ktoś, kto czyta takie pierdoły nigdy nie znajdzie swojej mocy.
-Moc ducha bierze się z nieba- zaczął Christian.- a niebo ma własny mechanizm- jak można mówić, że niebo to mechanizm?
-Christian. Sądzę, że powinieneś wyjść- przerwałam tę głupią wypowiedź. Chłopak spojrzał na Lissę pytająco, ta kiwnęła głową i już go nie było.- Lissa! on jest niebezpieczny. Nieokiełznany. Może zrobić wszystko.
-Rose, ty tez możesz zrobić wszystko, co widać po nosie Lily.- czyli wiadomość dotarła i do tej części szkoły.- chciałam powiedzieć, że moja moc bierze się od aniołów. Opanowałam wszystkie żywioły, hipnozę i potrafię uzdrawiać. Mam w sobie anielską krew.
-Więc mówisz, że jesteś aniołem?- zapytałam z niedowierzaniem.
-Tak.
-To, gdzie twe skrzydła, pani? A aureola?
-Rose. To prawda!
-Pójdę już. Dobranoc- wycofałam się. Niech sobie, to przemyśli. Nie można się dowiedzieć, czy jest się aniołem ot tak. Pogrążona w myślach wpadłam do pokoju. To był ciężki dzień.
-Jesteś- serce mi stanęło. Uderzyłam plecami o ścianę.
-Dymitr. Przestraszyłeś mnie.
-Nie ma czasu. Słuchaj uważnie. Przerwano osłonę. Nie ma jej. Ktoś ją zniszczył- jaką cholera osłonę?
-Co?
-Szkoła jest bez ochrony. Magiczna zasłona stworzona przez wampiry, opadła. Musisz biec po Wasilisę. Strzygi zaraz tu będą- dopiero teraz się zorientowałam. Nie mamy zabezpieczenia.
-Ale strzygi nie mogą dotykać...
-To nie były strzygi tylko ludzie- wiedziałam. Mogłam teraz śmiało powiedzieć "a nie mówiłam"

Pognałam do Lissy, jednak w pokoju nie było nikogo. Przecież niedawno jeszcze tu siedziała. Już miałam wychodzić, gdy na podłodze zobaczyłam małą karteczkę:

Ogień, woda, powietrze, ziemia. Zejdźcie się wszystkie żywioły cienia. A dusze odkupicie, anioła upadłego stworzycie. Moc ducha się odrodzi, by zniszczyć to co nadchodzi. Jednak naznaczony pocałunkiem cienia nie będzie mógł zaznać odkupienia.

Słowa grzmiały w mojej głowie jak modlitwa. Zaklęcie. Na pewno, to jest zaklęcie lub przepis. Słowo "przepis" było trochę naciągane, ale lepsze, to niż "zdania dzięki, któremu coś zrobisz". Nieważne.
Dymitr czekał za drzwiami lub przynajmniej powinien, bo jak wyszłam na korytarz, to go nie było.
-Co do...
-Witaj, Rose- z pokoju na przeciwko ,wyszła Lissa. Brodę miała umazaną krwią, a oczy czerwone jarzyły się ze złości. Patrzyłam z niedowierzaniem. Lissa była strzygą. To miało sens. Ktoś ją przemienił, aby utraciła moc.
-Kto ci to zrobił? Lily.- jedyna normalna odpowiedź.
-Nie. Ktoś o wiele gorszy- kto może być gorszy od Lily?
-Co zrobiłaś Dymitrowi?
-Żyje. Na razie- odetchnęłam z ulgą.- Rose? Uważaj- ostrzegała mnie. Dlaczego? Strzygi nie czują. - chcę, żebyś pamiętała, że nie tylko ja miałam moc ducha- nie tylko ona jest aniołem, dopowiedziałam w myślach. Lissa wyszczerzyła czerwone zęby i znikła.
 Podbiegłam do pokoju, w którym był Dymitr. Leżał na podłodze cały we krwi, ale żył. Żył.
-Rose- wyszeptał.
-Przepraszam. Zawaliłam. Gdybym była Lily...
-Ale nie jesteś- nie jestem, prawda.
-Lissa jest strzygą- do oczu napłynęły mi łzy. Nie płacz, nie płacz.
-Trzeba będzie ją zabić- skwitował. Nie można tak mówić. Tak spokojnie o nieuchronnej śmierci mojej przyjaciółki. Ona nie jest niczemu winna.
-Najpierw trzeba ją znaleźć- pogłaskałam go po włosach.- nauczysz mnie walczyć, trenerze- pomogłam mu wstać. Usiłowałam się uśmiechnąć, co mi słabo wyszło. W sercu odczuwałam straszmy ból. -damy radę- nie wiem, czy próbowałam przekonać Dymitra, czy siebie. Niczego już nie byłam pewna.


--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Nareszcie. Mam pomysł na te rozdziały :D Jednak za tydzień wyjeżdżam na 2 tygodnie i nie wiem czy będę dodawała kolejne. Postaram się.

piątek, 18 lipca 2014

Rozdział 2

-Co robiłaś w Portland? Ćwiczyłaś na siłowni?- Dymitr po raz trzeci powalił mnie na łopatki. Ze zmęczenia usiadłam na macie.
-Głównie patrzyłam jak Lissa się uczy. Och, nawet nie wiesz jakie to było życie. Iphone, facebook, nawet maszyna do robienia słodziutkich zdjęć!
-Chodzi ci o aparat?- strażnik staną nade mną.
-Nie... to była budka- Dymitr pomógł mi wstać. Jeszcze ze mną nie skończył.
-Dzięki...  o nie- podtrzymałam się trenera.
-Rose?- nie. Znowu to samo. Poczułam, że wciąga mnie umysł Lissy. Teraz widziałam świat jej oczami.
-Księżniczka. Szkoda, że wróciłaś. Jesteś niczym!- Mia Rinaldi. Niska blondynka, suka jak ich mało, właśnie zbliżała się do mojej przyjaciółki z otwartą butelką wody. Lissa czuła, że zaraz zemdleje.
-Przepraszam za nią- Aron,  były chłopak Lissy wkroczył do akcji- tak naprawdę jest miła.
-Spadaj dziwko!- warknęła Rinaldi.
-Widocznie gdzieś bardzo głęboko- oświadczyła Lissa. A zanim się zorientowała miała całą twarz mokrą. Mia rzuciła w nią butelke.
-Boże, jak ja nienawidzę liceum- odwróciła się i zostawiła Arona z jendzą w tyle.
-Rose- ktoś mną potrząsał. Wróciłam do siebie.
-Wredna blondynka - stwierdziłam. Dymitr patrzył na mnie poważnym wzrokiem. Ach, on nic nie wie! - Lissa ma ze mną więź. Mogę wejść do jej głowy.
-Dlaczego nie powiedziałaś o tym dyrektorce?
-Myślałam, że to nie ma znaczenia.
-Rose, nie myśl. Działaj.
-W ten sposób mówisz, że jestem tępa?
-W ten sposób mówię, że postąpiłaś nierozsądnie. Dziesięć kółek- zakomenderował.
-Dzięki za zrozumienie, panie trenerze- zaczęłam biec. Po piątym okrążeniu wysiadałam. Nogi odmawiały mi posłuszeństwa. Mięśnie się paliły. Poczułam w gardle krew. Pięknie. Jeszcze będę pluć krwią przed najprzystojniejszym facetem na świecie. Kocham swoje życie.
-Nie dam rady- wychrypiałam. Dymitr tylko na mnie spojrzał. - proszę. Może kiedy indziej.
-Gdy zaatakuje cię strzyga powiesz "dziś nie dam rady. Może kiedy indziej"?- pierwszy żart z jego strony.
-Nie. Tak bym nie powiedziała, bo wyszłabym na słabeusza. Wiałabym gdzie pieprz rośnie.
-Masz racje- ja zawsze mam racje, nawet gdy jej nie mam. To pierwsza zasada kobiet. Przebiegłam jeszcze dwa kółka i dał mi spokój.
-Wieczorem przyjdź do lasu- poinformował.
-Wow. Towarzyszu nie tak prędko. Jeśli chciałeś powiedzieć mi, że mimo mojej słabej formy jestem boska...
-Nie, Rose. Chciałem z tobą poćwiczyć atak i orientacje w terenie, żebyś mogła się przyzwyczaić. Nie zawsze strzyga atakuje na otwartej przestrzeni- spakował sprzęt i już go nie było. Co ja sobie myślałam? Wyszłam z sali i zaczęłam się rozglądać za Lissą.
-Rose!- przyjaciółka siedziała na ławce, koło pracowni pani Koch. Podeszłam do niej. Ta z podekscytowaniem zaklaskała w dłonie. - wiesz, że w szkole jest jakaś nowa? Nazywa się Lily. Jest człowiekiem- to ostatnie zdanie mnie zamurowało. Człowiekiem. Nie ma nic gorszego jak człowiek w akademii pełniej wampirów.
-Liss...- zaczęłam.
-Rose! Przyjęli ją bo jest tak samo dobra jak dampiry!- Lissa (moim zdaniem) za bardzo się podniecała nową uczennicą, ale to dla niej świetny temat do opowieści. - będzie ćwiczyć ze strażnikiem Belikovem. Mówią, że jest świetna! - mina mi zrzedła. Ta dziewczyna będzie się uczyć z Dymitrem? Chyba po moim trupie.
-Skąd wiesz? Jest dopiero dziesiąta- niedawno wstałam, a w szkole już jest nowa. Coś mi tu nie pasowało. Za szybko się tu pojawiła.
-Spotkałam Nore!- tak. Nora. Straszna plotkara.Przewróciłam oczami.- Rose, myślę, że ona ma zostać strażniczką. Moją strażniczką. Podsłuchałam jak Kirowa coś mówi o Dragomirach.- Lissa podsłuchiwała! Co za zmiana.
-Wiesz... jak dyrektorka dowie się o więzi...-myślałam na głos. Liss popatrzyła na mnie zdumiona.
-Musimy siedzieć cicho!- oficjalnie ta pogawędka została zakończona. Lissa wyprostowana i dumna podreptała na lekcje. Zapomniałam jej wspomnieć, że moje siedzenie cicho poszło się paść jakieś pięć minut temu, kiedy to wspomniałam o tym mojemu trenerowi. Oficjalnie zawaliłam.

Po siedmiu godzinach nudów, wreszcie miałam chwile by znowu porozmawiać z przyjaciółką.
-Wasilisa Dragomir i Rose Hathaway proszone do biura dyrektorki- megafon na korytarzu ogłosił mój fatalny upadek. Co ja zrobiłam?
-Frajerka!- ktoś za mną krzykną. Odwróciłam się. Mia.
-Pomóc w czymś, Rinaldi? - blondynka uśmiechnęła się szyderczo.
-Krwawa dziwka. Powiedz, czy nie było przyjemnie?- o nie. Nie nie nie nie. Nie mogła się dowiedzieć. Od paru dobrych miesięcy karmiłam Lissie moją krwią. Co nie było pochwalane w naszym świecie. Nikt tego nie wiedział oprócz mnie i morojki.
-Czego chcesz?
-Do szkoły przybyła nowa, uważaj- zaskoczona jej słowami bez namysłu pobiegłam do Kirowej. Cokolwiek miała mi powiedzieć, na pewno nie jest to aż tak denerwujące i dziwne. Mia chyba cierpiała na syndrom zimnej suki.

-Rosemarie. W końcu.- w gabinecie dyrektorki zastałam Dymitra i Lisse siedzącą w fotelu.
-Chciałam tylko zawiadomić, że mamy w szkole nową uczennicę. Lily Ashton- Ashton? czy to jest jakaś telenowela? - będzie ona szkolić się z tobą Rose. Pod okiem strażnika Belikova. Pewnie zostanie Wasilisy strażniczką.- c o. NIE.
-Lissa- odezwałam się.- jak z siedzeniem cicho? - wiedziała o co mi chodzi. O więź. Trzeba to powiedzieć.
-Nie za dobrze- odparła. Dymitr i Kirowa nie wiedzieli o co chodzi.
-Lissa i ja mamy więź. Mogę wejść do jej głowy. Wiem co czuje- tłumaczyłam. Dyrektorka popatrzyła na nas wielkimi oczami.- nie może pani pozwolić na rozdzielenie nas. To ja jestem jej straż...
-Jesteś nowicjuszką, Rose! Lily jest tak samo sprawna ja dampiry. Na pewno walczy lepiej od ciebie. Nie ćwiczyłaś dwa lata!- mogła stwierdzić fakty, ale nie przy Dymitrze. Co za idiotka.
-Dam radę.
-Do testu zostało pół roku- test. Za pół roku miałabym już mieć pod swoją opieką moroja, ale jak tak dalej pójdzie to zostanę nowicjuszem w tej akademii przez następne sto lat.
-Wiem, że zrobiłam słusznie! Że wyciągnęłam stąd Liss. Musiałam! Nie mam pojęcia, ale coś mi mówiło- "Lissa jest w niebezpieczeństwie, Rose. Uciekajcie. Złapią was obie. Jesteście połączone. Jesteś naznaczona Pocałunkiem Cienia"- coś mi mówiło, że dzieje się coś niedobrego. Muszę zostać jej strażnikiem. Choćby dlatego, że tak każe mi panna Karp.
-Że co?- Kirowa nie ukrywała oburzenia.
-Myślę, że ona na mnie wpłynęła. Ona mi kazała to zrobić- zeszliśmy z tematu paskudnej Lily. - Panna Karp powiedziała, że oni ją zabiorą. Że jestem naznaczona Pocałunkiem Cienia.
-Nie mam zielonego pojęcia o czym mówisz.
-Tu wystarczy mieć mózg!- wykrzyknęłam.
-Myślę, że pani Karp cię oszukała. Ona była chora. Nie wiedziała co mówi.
-Była?- zapytałam Kirową. Nastała niezręczna cisza.- tutaj podajesz mi szczegóły- zachęcałam.
-Strażniku Belikov za godzinę masz trening z Lily i Rose. Dopilnuj, żeby nie skakały sobie do gardeł. Możecie odejść- zmieniła temat. Typowe. Już miałam wychodzić kiedy Lissa zaczęła mówić spokojnym głosem.
-Myli się pani, Rose powinna być moją strażniczką. Niech pani to przemyśli- używała wpływu. Nigdy tego nie pochwalałam. Uśmiechnęłam się pod nosem. Dobrze jej tak. Kirowa powinna być bardziej... wrażliwa.

Po godzinie. Punktualnie zjawiłam się na skraju lasu czekając na Dymitra.
-Pan Belikov?- przede mną stała wysoka i szczupła dziewczyna. Jej rude włosy okalały okrągłą twarz. Lily. Cóż ładna, ale czy nie ślepa? Oczywiście, że jestem śliczna, tak jak Dymitr, ale odróżnianie płci przeciwnej to podstawa!
-Rose- przedstawiłam się niechętnie. Dziewczyna spiorunowała mnie wzrokiem.
-To ty jesteś tą nowicjuszką?- jak ona tak mogła powiedzieć?
-To ty jesteś tym człowiekiem?- odpowiedziałam pytaniem na pytanie.- masz marne szanse w starciu ze mną lub kimkolwiek- byłam wredna. Co nie poprawiało mojej obecnej sytuacji.
-Za niedługo będę strażniczką księżniczki- chwaliła się.
-Chyba w innym życiu...
-Rose!- Dymitr przerwał naszą sprzeczkę. Wyglądał jak zawsze przepięknie. Spojrzałam na Lily. Ona też lustrowała go z góry na dół.
  Trener pokazał nam parę ruchów, a następnie kazał nam to przećwiczyć na sobie. Miałyśmy ze sobą walczyć. Co za pech. Włożyłam w to całą siebie i odrobinę więcej dumy. Nie może mnie pokonać człowiek.
-Masz marne szanse w starciu ze mną lub kimkolwiek- zacytowała moje słowa, gdy po raz drugi upadłam. Tego już było za wiele. Szybko się podniosłam i pięścią przywaliłam w jej mały, piegowaty nos, aż na trawę zaczęła cieknąć krew.
-Każdy widział, że próbowałam być miła! W połowie...- zaoponowałam. Dymitr podszedł do Lily, ale ta odmówiła pomocy. Nie chciała wyjść na rudą babę w opałach.
-Rose zdaje się, że musimy porozmawiać- mogę dostawać taką kare codziennie. Gdy odeszliśmy dostatecznie daleko zaczęłam:
-Dymitr, wysłuchaj mnie. Dla mnie jest to trochę dziwne. To człowiek. Zjawia się tak nagle po tym jak ja i Lissa wróciłyśmy. Coś jest nie tak- wiedziałam już co jest nie tak."Lissa jest w niebezpieczeństwie, Rose. Uciekajcie. Złapią was obie. Jesteście połączone. Jesteś naznaczona Pocałunkiem Cienia". O n i. Być może chodziło o strzygi. Ale strzygi nie mogą wejść do akademii. Tylko ludzie.

Skończyłam wcześniej!  Rozdział w kij nudny, postaram się następny napisać ciekawiej itp.
Pozdrawiam :)